Sprawa Złotej Tablicy

Dawno, dawno temu archeolodzy odkryli piękną złotą tablicę zakopaną w piaskach starożytnego imperium asyryjskiego, znanego nam obecnie jako Irak. Po wielu opóźnieniach i małej dywersji do Portugalii w czasie I wojny światowej, złota tablica trafiła do berlińskiego muzeum. Nie spoczęła tam długo, ale po upadku Berlina pod koniec II wojny światowej została rzekomo „wyzwolona” przez okupującą go armię rosyjską. Ostatecznie tablica znalazła dom u ocalałego z Holocaustu, który sam przeprowadził się do Nowego Jorku. Po jego śmierci, jego dzieci odziedziczyły tabliczkę i zgodnie z zasadą „żaden dobry uczynek nie uchodzi bezkarnie”, poinformowały muzeum, że są w jej posiadaniu. Muzeum wytoczyło proces.

Oczywiście długa, dziwna podróż złotej tabliczki musiała zakończyć się w nowojorskim sądzie, inaczej prawdopodobnie nie usłyszałbyś o tym tutaj. Ale skoro tak się stało, kontynuujmy tę historię. Według raportu w New York Law Journal, po powiadomieniu Vorderasiatisches Museum w Berlinie o miejscu pobytu tabletu, spadkobiercy Rivena Flamenbauma zostali pozwani o jego repatriację w New York Surrogate Court, który nadzoruje sprawy spadkowe. Według dzieci Flamenbauma, Izraela, Hannah i Helen, które odziedziczyły tabliczkę po jego śmierci w 2003 roku, ich ojciec kupił ją na czarnym rynku od Rosjan. Teraz wszystko zaczyna układać się w całość…

Sędzia nadzorujący sprawę, John B. Riordan, uznał, że tabliczka, będąca właściwie starożytnym dokumentem budowlanym, jest prawowitą własnością spadkobierców Rivena Flamenbauma. Sędzia Riordan uznał, że muzeum zbyt długo zwlekało z odnalezieniem tabletu i nie zadbało o jego odzyskanie z należytą starannością. Muzeum nigdy nie zgłosiło kradzieży artefaktu ani nie wpisało go jako zaginionego do jakiegokolwiek międzynarodowego rejestru dzieł sztuki, nawet po tym, jak profesor Uniwersytetu w Chicago poinformował, że widział ten artefakt w Nowym Jorku. W rzeczywistości, nie ma nic w raporcie Law Journal, co sugerowałoby, że Vorderasiatisches Museum nawet odkryłoby lokalizację tabletu, gdyby spadkobiercy nie byli na tyle uprzejmi, aby dać im znać, gdzie się znajduje.

Sędzia Riordan zdecydował, że ten brak energii ze strony muzeum przedawnił ich roszczenie na mocy teorii prawnej zwanej laches. Laches to zasada prawna, która uniemożliwia stronie wystąpienie z roszczeniem po nieuzasadnionej zwłoce. Aby druga strona nie została pokrzywdzona przez zniknięcie dowodów lub świadków z upływem czasu, powód musi aktywnie dążyć do ochrony swoich praw. W tym przypadku muzeum twierdziło, że chaos po wojnie i wynikający z niego nadzór kontrolowanego przez Sowietów rządu wschodnioniemieckiego uniemożliwił mu dochodzenie roszczeń. Sędzia uznał jednak, że muzeum miało wiele możliwości, by szukać zaginionego artefaktu, ale tego nie zrobiło.

Spadkobiercy pana Flamenbauma są zachwyceni, że mogą zatrzymać artefakt swojego ojca. „Reprezentuje on trudy mojego ojca” – powiedziała Hannah Flamenbaum, obecnie asystentka prokuratora generalnego w Nowym Jorku. Tymczasem, w ciemnym magazynie w piwnicy muzeum…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *